Tak, niniejszym zastrzegam to sformułowanie. Copyright: Marek Koszur.
I choć słownika takiego nigdy nie stworzę, to przynajmniej zainicjuję jego tworzenie.
Jest niezbędny
Od dawna naukowcy i językoznawcy, lingwiści i filolodzy poszukują słów najczęściej w danym roku używanych. Słowo roku. Kiedy zostaje ogłoszone – sypią się habilitacje i wypociny, a mędrkowanie osiąga poziom krojenia natki pietruszki do posypania rosołu. Cóż za aromat, jaki wygląd, o smaku – poezja – nie wspomnę.
A ile każdego roku słów… umiera?
Czemu, cieniu, odjeżdżasz,
nocy nie pytając o radę?
Zali ci dojeżdżać danym
po nocy — po ciemku — w niewiarę?
Zali się ręce złamawszy
na pancerz — modlić nie będą?
Myślałby pisząc te strofy Norwid, że kiedyś ktoś sięgnie po te właśnie wersy, a odchodzącym cieniem nazwie słowa?
Pogrzeb to jakże byłby okazały. Bo ile w żałobnym kondukcie za słowem podąża pojęć, uczuć, stanów, relacji, zależności, związków i reguł! O podrzędniejszych cząstkach naszego bytu nie będę nawet wspominał. Powinienem? O jedno zatem – o pamięć się upomnę. W słowie jest najwięcej o nas pamięci. Grzebiąc słowo – sobie, oczywiście bezimienną, mogiłę sypiemy.
– A Ojciec mówił, a Matka napominała, a nauczyciel powtarzał… – słyszę gdzieś, skądś dobiegające bardziej echo niż samą dźwięczność wybrzmiałych przecież przestróg.
Z tych słów siebie budowaliśmy. Tworzyły one nam i nasz fundament. Podwalinę i opokę. A później to już wszystko pięło się do góry, jak ta bajkowa fasola. Pędy, liście, wąsy… Byle więcej, byle wyżej, gęściej. Bo taką mamy naturę. Chcemy mieć dużo, wszystko i szybko. Co? Zgubiliśmy jakieś słowo? Eh, pojedyncze! To bez znaczenia – tyle przecież innych, modnych i pięknych mamy w zanadrzu. Kto by się jakimś marnym, anachronicznym wyrazem przejmował. W dodatku – ortograficznie kłopotliwym: tożsamość.
W ostatnim numerze TVSiódemki sporo miejsca zajęła nam sprawa Zamku, Gryfitów i… delikatnie, ledwie zauważalnie pleciony wątek właśnie tożsamości.
Tutaj: link do wersji elektronicznej ósmego numeru „TV Siódemki” (pojedyncze strony). https://tiny.pl/yp9-zgsvc
Tutaj: link do wersji elektronicznej ósmego numeru “TVSiódemki (rozkładówka). https://tiny.pl/83ghwzq-t
Egzemplarze drukowane – od 30 stycznia. Zamówienia już dziś: TUTAJ https://tiny.pl/dpjh9rry4
Od tego słowa, tego wyrazu tożsamość – mój Słownik Wyrazów Bez Znaczenia rozpoczynam.
Odcinam się od własnych filipik i studiów nad szczecińską tożsamością. Nad wrastaniem w tę ziemię, nad nazywaniem rodu, z którego społeczność miejsca tworzymy. Ups, już się poprawiam: tworzyliśmy. Wydawało nam się, że tworzymy. To znaczy – ktoś rzucił hasło, więc jakoś tak nieuprzejmie byłoby nie budować tej świadomości. Temu komuś najwyraźniej na tym zależało, bo powtarzał, powtarzał, powtarzał.
Uczciwie i w zgodzie z prawdą – udawaliśmy, że to robimy. Z lenistwa i zaprzaństwa kiwaliśmy głową nad słowiańszczyzna i “piastowszczyzną”. Konwencja tego wymagała. Taka była propaganda. A słowa tylko słowami były, puste i bałamutne jak to, że zawsze będziemy zdrowi i młodzi!
Mówiono: ci zza Buga, tamci z Podola, inni z Galicji. Każdy kiedyś był „skądś”, elementem określonej tradycji, gniazda, źródła.
– My Górale, my Kaszebe, my Wielkopolanie.
Tylko: Szczecinianie zawsze brzmiało osobliwie, nienaturalnie. Taka „etykieta zastępcza”. Określenie pomocnicze, tymczasowe. Ale nikt ani terminu jego używania ani zakresu nigdy nie określił.
Tu muszę słowo o tym słów pustostanie odpowiedzieć muszę. Pani sugeruje, ze felietonista musi prowokować? Racja, ale nikt mu sinie zabroni poczuyć wstydu czy wręcz pokory.
Ludzie za Polskę ginęli. A polskość to tożsamość.
Otóż… nie wiem.
Mówiła nauczycielka: myślę, wiec jestem. I któregoś dnia, hgdym odłozył na blat ławki tomik Baczyńskiego, zaptała: młody, zginął. Czy nie powinen żyć?
Na okładce brulionu zapisałem wtedy: „Życie śmiercią jest wybrukowane”. Ale maturę pisałem z innego tematu, choć to “brukarskie” wypracowanie ciągle mam niedokończone.
Również to sformułowanie – zastrzegam. Copyright Marek Koszur. Użyję na stronie tytułowej naszego Słownika Wyrazów Bez Znaczenia.

Obywatelstwo, narodowość, wyznanie – tak, to jeszcze – ale tylko ze względów urzędowo-administracyjnych – to funkcjonuje. I choć bardzo mnie dziwi, a wręcz irytuje, gdy wypełniam jakiś kwestionariusz… W nim: imię, nazwisko, data, adresy i… narodowość. Jakie znaczenie dla wydania jakiegoś zezwolenia czy zgody ma moja narodowość?
Żadnego. Usunąć z kwestionariuszy. Nie życzę sobie, aby ktoś kazał mi pisać coś, co funkcjonuje wirtualnie! Czyli – nie funkcjonuje.
Mówię kilkoma językami, mieszkam w dwóch krajach, w miarę regularnie bywam w kilkunastu – mam więcej przyjaciół na świecie niż w sąsiedztwie. Więc co komu z tego, że mu wpiszę: narodowość – polska. Albo – księżycowa? Dodatki albo restrykcje jakieś z tego faktu wynikną?
Skreślić.
Za chwilę zaproponuję dodanie do mojego słownika słowa: Polacy. Bo to przecież inna postać słowa: tożsamość. Już sygnalizowałem tę kwestię.
Matka opowiadała: przed wojną po wsiach chodził Dziad Wojna. Włóczęga, ale mędrzec. Każdy go szanował, niejeden ugościł, a nad wyroczni słowami – pobożny lud – znak krzyża robił. Dziad Wojna błogosławił, za gościnę dziękował i szedł straszyć, to znaczy – jednoczyć inne wioski.
– Żółta rasa zaleje ziemię, brat będzie brata kamieniem zabijał, cofnie się woda i powietrze rozpłynie. Módlcie się ludzie, módlcie żarliwie…
Mała lampka nocna rzucała na ścianę cień Matczynej ręki, gdy ta gestykulując – powtarzała dziadowe słowa.
Widząc strach w oczach dziecka, łagodziła narrację.
– Ale my są polskie ludzie, my w Boga wierzym i w ziemi naszej prochy swoje złożym. Tu nasze miejsce. Tu. A latem pojedziemy nad morze…
I szlag jasny edukację patriotyczną trafiał. Bo każde dziecko wolałoby, żeby jego ojczyzna była nad morzem, a przynajmniej na placu zabaw… Słuchało pacholę, a pod powiekami kolorowa piłka czy skakanka się objawiała, bo sen nadchodził i radość, że jutro znów zagramy w klasy, będziemy gonić berka, a może nawet pokopiemy piłkę.
Hm… Kiedy nadchodzi ten czas, w którym człowiek pierwszy raz zadaje sobie pytanie o swoją tożsamość? Bo wyraz ten jest jak brama jakaś nieznana, a przynajmniej świat za nią się rozpościera, o którym nic nie wiemy. Nasz li to świat? Możemy do niego wejść? Przyjmiemy jego reguły i zasady? Poddamy się karze, gdy konstytucję złamiemy?
Nie, nikt nie chce cierpieć, a tym bardziej za cokolwiek odpowiadać. Każdy chce mieć wszystko i za nic nie płacić. W żadnej formie.
Bóg, Honor, Ojczyzna…
A co to? Wers jakiejś wesołej wyliczanki? Nie pamiętam. A nawet gdym z ciemności słowa te wyciągnął, to w jakim miałyby one sensie mnie dotyczyć? Boga nikt nie widział, honor – przereklamowana, archaiczna kategoria z mitów i legend, a tam – jak wiadomo – pełno było smoków i innych bzdur.
Ojczyzna? Tam, gdzie dobrze płacą. Gdzie jest ciepło, można nic nie robić, a wieczorem iść do pubu lub na plażę… Piwo, fajna muzyka, dziewczyny… Najładniejsze widziałem w Izraelu. No i w Brazylii.
Więc moja ojczyzna jest wszędzie, szczególnie tam, gdzie teraz mnie – z prozaicznych względów – nie ma. Europa praktycznie nie ma granic. Tylko patrzeć, jak Biegun Północny czy Tasmania zniosą obowiązek wizowy. A wtedy, jeśli już mielibyśmy się w sprawie obywatelstwa opowiadać – to wpisujmy: światowe.
Prorok Wojciech Młynarski, w swojej Księdze Wyjścia, a raczej Wylotu – pewne sytuacje przewidział:
*Wszystkiego dotknąć, wszystko prawie wolno zjeść mi.
Każda kanapka warta chyba z pięć czterdzieści.
Tu wznoszę toast, ówdzie rzucam kilka zdań,
W krąg czeskie kolie i kreacje pięknych pań!*
Prawda? Już wtedy świat do nas należał, tylko jakoś tego nie zauważyliśmy. Nasz, z „przemysławką” i „żubrówką”. Zamiast Black and White.
A jeszcze piękniej opowiedział o tych sprawach w Niedzieli na Głównym.
Tak, zawsze chcieliśmy więcej. No to teraz mamy. I co? Lepiej?
Nie musimy uciekać w świat — świat ucieka do nas. Przez zapory i druty kolczaste.
Znak czasu…
Hm… Teraz dopiero zauważyłem. Ani razu nie zapytałem siebie o… siebie.
To źle? Błąd?
A co by mi dało, gdybym zapytał: a ty, kim jesteś?
No… i trzeba było siedzieć cicho.
A tak – trzeba odpowiedzieć.
Ja? Ja… Ja poproszę o inne pytanie.
PS. Proszę o zgłaszanie propozycji słów do Słownika Wyrazów Bez Znaczenia.
Oczywiście – z uzasadnieniem.
















