Rzecz szalenie ważna. Najważniejsza. Nic nie jest ważniejsze od zdrowia. Nie wolno lekceważyć najmniejszego symptomu. Biegusiem po skierowanie. Potem nowa piżamka. Laczuszki. Książeczka, a może gazetka? Lepiej dwie. Szlafroczek, skarpetki, kosmetyczka, gąbka, szczotka, poduszeczka, szminka, fluid, lakier (…). Tylko niezbędne rzeczy! A może karetkę wezwać? A, nie bedę dziadowała, swoim pojadę. I niech mnie badają. Obracają, podświetlają, szukają i usuwają. Niech testują, porównują, akceptują i przekierowują. Ja to wszystko im wybaczę. Zrozumiem. Złym słowem się nie odezwę. Nie po to się tyle lat uczyli, żebym im teraz odmówiła wykazania się wiedzą. Mam stąd wyjść — jak nowa. A niechby spróbowali coś znaleźć. Oj, nie radzę, nie radzę. Ja mam pewne możliwości. Ja wiem z kim, na jaki temat i w jakiej sprawie. Ja mogę z tego przybytku nie jeden, a nawet dwa cyrki im urządzić. Płacę składki, jestem uposażona. Zamężna. Stanu wolnego. I niezależna. Nie żądam niczego nadzwyczajnego. Tyle tylko, ile mi się należy.

W miarę jedynie posiadanych środków…


Dodaj komentarz