Oj tam, oj tam… Takie tam sobie normalne życie… W pracy jak w pracy. Gdyby tak jeszcze pozbyć się tych petentów. Odciąć telefony. Wyłączyć wi-fi. Rozładować komórkę. Sprawozdanie przełożyć na jutro. I w dobrym nastroju szybciutko pojechać do fryzjera. Potem smaczny obiad. Uwielbiam taki z resztek. Talerz z hukiem wrzucić do zlewu, chuchnąć na nową hybrydę. Sprawdzić lusterko, czy aby czyste i nie wykrzywia. Nowej fryzury. Potem wygodny fotel. Noga na nogę. Kawa w wykwintnej filiżance. Jakieś obrazki w telewizorze. Najlepiej z drona. Krajobrazy świata. Nic nadzwyczajnego. Wszystko normalnie. Fryzurę sprawdzałam? Co ja jutro na siebie włożę? Przecież wiem. Tylko które buty? Fryzurę sprawdzałam? Tak, nie pamiętam. Pójdę jeszcze raz. Oczywiście… Wszystko dla niego. Bajdewindy mogla byś sobie zrobić. Nawet nei wie, że to balejaż. Al jemu tylko morze ciągle w głowie. Flądrę by sobie jakaś wziął, a nie… orkęęęę… Potem to, ewentualnie tamto, a jak się będzie upierał, to — nawet dam mu się podrapać po plecach. Swoich też. Chociaż to mu jakoś jeszcze wychodzi. Pod warunkiem że jutro zrobi bigos. Musi być przecież jakiś ład, skoro z porządkiem bywa różnie. Normalne relacje. Nie ma tam tego tamtego. Jest albo to, albo to.

Ot, wszystko tylko na miarę posiadanych środków.


Dodaj komentarz