EESG90161 Bach Argrich Esoteric

Tak, tak.

Długo się wahałem, ale postanowiłem ujawnić tę tajemnicę. Na jej trop wpadłem jakiś czas temu. Ale dzisiejszy północno-wschodni wiatr nie pozostawił mi już marginesu na dalszą zwłokę. Wróciłem ze spaceru i piszę.

Zacznę od kwestii najważniejszej. Martha Argerich jest najwybitniejszą żyjącą pianistką. Także dlatego, że wie, czego nie zagra. Wyraźnie powiedziała, że tej czy tamtej (m.in. IV Koncertu fortepianowego Beethovena) kompozycji nigdy nie wykona.

Fanaberia? Buta? Zarozumialstwo?

Nie. Choć pokora w jakimś sensie też do powyższej grupy należy.

O Beethovenowskim IV Koncercie mówiła, że jest dla niej czymś niemal świętym. W filmie Evening Talks wspomina, że było to jej pierwsze muzyczne olśnienie w dzieciństwie, gdy usłyszała Claudio Arrau grającego ten koncert. Dodaje, że nie wykonuje go, ponieważ „boi się, co mogłoby się wydarzyć”. Jest dla niej zbyt ważny.

Kiedy przed laty czytałem jej biografię, podkreślałem zdania bulwersujące moje wyobrażenie o człowieku, który jest artystą. Martha Argerich lekceważyła zwyczaje, normy, standardy. A ponieważ większość z nich odnosiła się do jej życia prywatnego – więc nie odważę się ich komentować. To nie wchodzi w rachubę.

Ale nie mogłem też uwolnić się od myśli, że ten pianistyczny samuraj czy błędny rycerz życiowy musi w mniej lub bardziej zauważalny sposób naznaczać swoją grę cechami tak niekonwencjonalnej osobowości.

Samuraj — bo u Argerich jest coś z dyscypliny absolutnej. Nie w życiu prywatnym, lecz w stosunku do muzyki. Właśnie dlatego nie gra pewnych utworów. Samuraj nie atakuje każdej twierdzy. Wie, której nie wolno mu zdobywać byle jak.

Błędny rycerz — bo całe jej życie artystyczne jest wędrówką. Nie budowała kariery jak przedsiębiorstwa. Uciekała od planów, kontraktów, nagrań, od własnej legendy. Wiecznie w drodze.

Otóż – nic z tego.

Jakby przy Bachu przestawała być Marthą Argerich.

I kiedy wróciłem do płyty, której okładkę tu prezentuję, zrozumiałem, że Martha Argerich jest kimś nie z tej ziemi.

Bo jak ona gra Bacha
No, proszę, jak? Paradoksalnie, tam gdzie inni szukają siebie, ona szuka Bacha.
Najłatwiej usłyszeć to w tempie.

Bo co to dla Bacha znaczyło: wolno? A co – szybko?

Dziś i zawsze muzycy potrafili niektóre kompozycje grać dwa razy szybciej lub trzy razy wolniej niż pozostali. I wtedy, gdy muzyk odnajduje tempo – zaczyna się magia muzyki.

Ale u Argerich odkryłem coś jeszcze bardziej subtelnego.

Jej Bach jest idealny.
Jest wymierzony i proporcjonalny.
W tempie i ekspresji wzorcowy.
Nikogo i niczego nie naśladuje. Tworzy wzorzec.
Wzorzec idealny. Bo Bach był… kobietą.

Taka jest naszej trójki wobec muzyki teoria spiskowa.

Z okazji urodzin – wszystkiego najlepszego, Janie Sebastianie Argerich.


Dodaj komentarz