Tak było, tak było…

Wtedy jeden musiałby stanąć na ramionach drugiego, aby się ze mną prawie zrównali. Dziś ja sama musiałabym wspiąć się na palce, by dorównać jednemu z nich.

A jak będzie, jak będzie?

Ja nie będę już ich goniła, oni nie będą przede mną uciekali. Nie dlatego, że już ogrodu tego nie ma, oni się już razem nie bawią, a ja… Trafię na takie czy inne zdjęcie i uśmiechnę się. Nie, nie, nie… Nie powiedziałam, że przez łzy. Bo te zdążyłam w porę połknąć.

Bilansu nie tworzę. Strat i zysków nie szacuję. Planów nie kreślę. Optymalizuję. Tu poskąpię, tam oko przymrużę, czegoś niby nie zauważę, a ostatnio — to i owo — prześnię.

Staram się pamiętać, by nie łamać zasady: wszystko w miarę posiadanych środków.

(Hm… zaraz… ale gdzie ja mam tę kurtkę?)


Dodaj komentarz