Audiofil ma jedno zmartwienie, które zajmuje mu więcej nocy niż kredyt na zakup nowego, oczywiście zawsze najlepszego sprzętu. Bo audioprzemysł z każdym rokiem poprawia jakość dźwięku o minimum 100%! Bo może. Audiofil to ryba, która bierze na goły haczyk reklamy.
Hm… Jak ustawić klocki. Ile centymetrów od ściany. Pod jakim kątem do kanapy. Czy kolce, czy krążki. Czy kabel ma wisieć, czy leżeć. Mierzy, przesuwa, słucha, znów przesuwa. Co? Już 23:30? Przecież dopiero co wrócił z pracy! Tak, bezwzględnie: musi podjąć walkę. Utworzyć związek zawodowy audiofilów. Walczyć o swoje prawa. Przyjemność ponad pracę!
Po latach jego świat ma dokładnie taki kształt, jak obrys sprzętu na podłodze. Wszystko, co poza nim, jest tłem. Najczęściej białą ścianą.
A ja chciałbym właśnie zapytać o tę… ścianę.
Livorno, Paryż, trzydzieści pięć lat
Amedeo Modigliani urodził się w 1884 roku w Livorno, umarł w 1920 w Paryżu. Trzydzieści pięć lat. Gruźlica, bieda, alkohol, haszysz i legenda, która przerosła człowieka. Przez kilka lat w ogóle nie malował, tylko rzeźbił. Podpatrywał Brâncușiego, patrzył na rzeźbę afrykańską, wykuwał w kamieniu wydłużone głowy, aż pył zaczął mu niszczyć płuca. Wrócił do pędzla, ale z jakiegoś powodu… głowy modelek zostały wydłużone. Szyje jak kolumny. Oczy bez źrenic, zamalowane jednym kolorem. Twarz, która na ciebie nie patrzy, a jednak cię widzi.
Jedyną indywidualną wystawę za życia miał w 1917 roku u Berthe Weill. Policja kazała zdjąć z witryny akty. Sto lat później jeden z nich, Akt leżący z tego samego roku, poszedł na aukcji za ponad sto pięćdziesiąt milionów dolarów. Ten sam, który dziś wisi na naszej wizualizacji nad compassem.

Kliknij obraz, żeby zobaczyć go na całym ekranie.
Drugi obraz, Dziewczyna w bluzce w paski, też z 1917. Krótkie włosy, chłopięca sylwetka, kobieta nowego czasu, która właśnie przestała pytać o pozwolenie. Ujęcie tak rewolucyjne jak przejście z patefonu do gramofonu.
Idę o milion pustych pudełek po CD, że mało który audiofil wie, na czym polega ta różnica.

Kliknij obraz, żeby zobaczyć go na całym ekranie.
Czy sztuka ustawia nam klocki?
Teraz prowokacja. Czy to, na co patrzymy, kształtuje to, czego słuchamy? Nie świadomie. Podświadomie. Albo nadświadomie, gdzieś ponad naszym gustem, który nam się wydaje naszym własnym.
Kto wiesza nad sprzętem plakat z koncertu, ten kupi kolumny, które grają głośno. Kto wiesza nad nim Modiglianiego, ten zaczyna się zastanawiać, czy jego kolumny w ogóle mają prawo stać pod tym obrazem. A sprzęt? No… Do garażu jeszcze się go uda upchnąć.
Bo co właściwie pasuje do Modiglianiego? Srebrne fronty z niebieskimi wskaźnikami? Czarne skrzynie jak lodówki? Talerz z akrylu, który świeci jak akwarium? Może właśnie żaden sprzęt. Może przy takim obrazie każdy sprzęt jest tylko meblem, który przeszkadza.
A może jednak jeden. Taki, który też jest z drewna, też jest wydłużony, też ma prostą, spokojną linię i nie krzyczy. compass od Clearaudio postawiliśmy pod Modiglianim nie dlatego, że pasuje. Postawiliśmy, żeby sprawdzić, czy wytrzyma to spojrzenie bez źrenic. I co?

Którą aranżację wybrać?
No, nareszcie robi się ciekawie. Dwa obrazy, jeden gramofon. Co położyć na talerz?
Dziewczyna w bluzce w paski. Rok 1917. Ten sam rok, w którym w Nowym Jorku nagrano pierwszą płytę jazzową. Krótkie włosy, krawat, ręce splecione na kolanach. Ona nie czeka na walczyka. Do niej ciężki blues. Albo Santana, Samba Pa Ti. Gitara, która nie pyta cię o cokolwiek. Ona w ciebie trafia jak sztylet, z którym chodzisz przez całe życie. Bez względu na sprzęt, jaki ten cios w ciebie wymierzył.
Akt leżący. Ten sam rok, zupełnie inny świat. Do niego Schubert, Niedokończona. Schubert umarł, mając 31 lat. Modigliani, mając 35. Obaj zostawili rzeczy niedokończone i obaj nie musieli ich kończyć. Albo Beethoven, Szósta, Pastoralna. Tylko czy przy tym obrazie ktoś myśli o łące?
A może odwrotnie? Santana pod aktem, Schubert pod dziewczyną?
Rush czy Szostakowicz?
I pytanie, które nie daje mi spokoju. Czy taki obraz na ścianie sprawi, że nigdy już nie włączymy Rush? Że zamiast tego, spóźniając się na obiad, z utęsknieniem pobiegniemy do pokoju posłuchać kwartetu Szostakowicza? Choćby jednej jego części?
Szostakowicz napisał piętnaście kwartetów smyczkowych. Ósmy, z 1960 roku, powstał w trzy dni. Cztery instrumenty, a w nich cała wojna, cały strach i cała samotność dwudziestego wieku. Nie da się go słuchać w tle. Trzeba usiąść. Tak samo jak przed Modiglianim trzeba stanąć.
Nie mam nic przeciwko Rush. Ale podejrzewam, że obraz, który na nas patrzy, robi z nami to samo, co dobry sprzęt. Najpierw zmienia to, jak słuchamy. Potem zmienia to, czego słuchamy. A na końcu… obiad stygnie.
I tu wraca nasz związek zawodowy audiofilów. Pierwszy postulat już mamy: prawo do spóźnienia na obiad. Z powodu Szostakowicza. Drugi: ściana nad sprzętem nie może być biała. Rama bez obrazu to tylko rama. Sprzęt bez muzyki to tylko klocki.
























