I tak, któregoś dnia, dochodzisz na sam szczyt.

Zaczynają nużyć cię wielkie kreacje symfoniczne. Już wiesz, kiedy dyrygent buduje katedrę muzyki, a kiedy tylko hałasuje rusztowaniem. Irytuje cię solista, który teatrem mimiki, baletem własnego wzruszenia i całą tą minoderyjną choreografią natchnienia zabija istotę muzyki. Jeszcze nuta nie zdąży wybrzmieć, a on już pokazuje, jak bardzo ją przeżył.

I wtedy zostaje kameralistyka.

To nie są salonowe resztki po wielkich formach. Przeciwnie. Szczyt. Najwyższy poziom odpowiedzialności. Tu nie ma gdzie się schować. Nie można się rozpuścić w stuosobowej masie orkiestry ani przykryć braku interpretacji potęgą decybeli.

Tu każdy ruch waży. Każde spojrzenie może być odkryciem lub katastrofą. W małych składach skrzypek, pianista, wiolonczelista i waltornista nie „wykonują utworu”. Oni przez kilkanaście minut próbują nie zburzyć świata, który powstaje między nimi.

Pojechałem kiedyś na szkolenie do Aarhus (1990). Tamtejsza stacja specjalizowała się w filmowaniu baletu.

Myślałem — może coś podobnego uda się w Szczecinie? Balet jaki mamy — każdy widzi. W Operze nie mieli nawet podłogi wymaganej dla zawodowych tancerzy. Może więc telewizyjna „przynęta”, możliwość transmitowania spektakli baletowych, skłoni tych, którzy mogą finansowo wesprzeć projekt, do ruszenia się z miejsca i — bynajmniej nie odtańczenia prześmiesznego tańca łabędzi z baletu „Jezioro Łabędzie”.

Szkolenie polegało na tym, że spektakl sfilmowano jedną kamerą. Potem — z partyturą w ręce — dzielono obraz na sekwencje, przypisując kadry do poszczególnych kamer. Jedynka i trójka brały solistę. Dwójka trzymała plan ogólny. I tak dalej. I choćbyś pękł — nie wolno tego układu zmienić. Bo ludzie mają widzieć taniec, a nie — jak w ping-pongu — biegać za kamerami, które jeżdżą, przenikają, zbliżają, oddalają, nie trafiają w moment, spóźniają się, pokazują „brudy” scenograficzne. Podobnie w przekazie koncertu muzyki symfonicznej. Słyszymy flet, a widzimy kontrabas.

Operatorzy pokażą wszystko, o co ich poprosi realizator obrazu. A wcześniej scenopis opisze reżyser. Każde ujęcie. Czas trwania ujęcia, zgodny z partyturą. Ale u nas, w Telewizji Szczecin, na początku lat 90. XX wieku nie miał kto kogo prosić. Telewizja Szczecin nigdy nie dysponowała profesjonalistami, reżyserami obrazu wyspecjalizowanymi na przykład w pokazywaniu baletu czy spektaklu operowego. Kiedyś. Może będzie okazja, aby przypomnieć skandaliczną realizację Rock Festiwalu na stadionie Pogoni… Cała doba grania na stadionie, wszystkie najsłynniejsze grupy z całej Europy, ale z zarejestrowanego materiału ledwie fragmenty nadawały się do emisji ogólnopolskiej. Szefem realizacji tej transmisji był… wykładowca z szkoły filmowej.

Tak wiele piszę, niby nie na temat. A piszę, bo jestem pod wrażeniem muzycznym koncertu kameralistów: Capuçon, Argerich, Shani i Przyjaciele, a zarazem w trwającym od wielu godzin poirytowaniu w związku z realizacją tego nagrania.

W Szczecinie do stanu wojennego kameralistyka była dość dobrze reprezentowana. Koncerty „przy świecach i kawie” na Zamku gromadziły tłumy melomanów. Dziś — nie ma śladu po ówczesnej aurze. A to przecież ten szczyt w muzyce, o którym mówiłem na wstępie. To jedyna forma muzykowania, która jest porównywalna z nawigacją najsłynniejszych regat świata o Puchar Ameryki. Tu każdy ruch, gest, mina jest na miarę sceny szekspirowskiej. A w repertuarze koncertu, który oglądałem — wręcz podwieczorkowy Mozart, potem przedwieczorny Debussy, a na finał — Schumann.

Przyznaję, pierwszy raz słuchałem „Andante i Wariacji” na dwa fortepiany, dwie wiolonczele i róg!

Napisany w 1843 roku, utwór został przez kompozytora przerobiony na wersję tylko na dwa fortepiany, jako op. 46. Oryginalna wersja z rogiem i dwiema wiolonczelami bywa oznaczana jako WoO 10.

W głównym repertuarze romantycznym chyba nikt nie skomponował podobnego dzieła. To jest zestawienie prawie osobliwe: dwa fortepiany dają masę i rezonans, dwie wiolonczele pogłębiają środek i dół, a róg dodaje ten schumannowski, leśny, melancholijny cień. Nieprzypadkowo Chamber Music Society nazywa tę instrumentację „truly unique”, czyli naprawdę wyjątkową.

Są jednak późniejsze utwory na ten sam skład, ale to już raczej XX/XXI wiek, często pisane świadomie w cieniu Schumanna. Znalazłem na przykład Nina Šenk, „Prelude for horn, 2 pianos and 2 cellos” z 2012 roku — dokładnie na róg, dwa fortepiany i dwie wiolonczele. Jest też Giacomo Platini, „Fantasiestücke for 2 pianos, 2 cellos, horn”, ale to współczesna pozycja katalogowa, nie repertuarowy odpowiednik Schumanna.

Dla mnie — muzyka pisana jakby z zamkniętymi oczami.

Zagrana przez wyborowych wirtuozów. Ale realizacja!

Nie będę wklejał zdjęć, które pokazują nieporadność, błądzenie we mgle kamer, nad którymi nie panował realizator obrazu. Krótkie ujęcia, ciągłe najazdy, niczym nieuzasadnione skakanie po całym planie. Nagle widzimy tylko czupryny muzyków, za chwilę twarz Marthy Argerich jest piłowana smyczkiem wiolonczeli.

Ofensywa serwisów streamingowych, oferujących klasykę na życzenie, jest heroiczna. Ceny ostatnio spadały o połowę. Podkreślana w ofercie jakość obrazu 4K jeszcze bardziej zdemaskuje nieporadność techniki telewizyjnej.

A wszystko z braku obycia, wychowania, wykształcenia i mozolnej praktyki. Filmowanie katastrof, bijatyki, używanie komputera w generowaniu scenografii filmów science fiction — tak. To wysublimowana, wielka technika, ale bezużyteczna tam, gdzie idzie o formę, styl, klasę, umiar i dystans. O wyrafinowanie.

Muzyka tego koncertu — w najwyższym stopniu arcymistrzowska. Ale oddana w ręce rębajłów obrazu.


Trailer koncertu dostępny w serwisie STAGE+:
https://www.stage-plus.com/video/vod_concert_APNM8GRFDPHMASJKBSOJ6C1M


Rzadkie spotkanie wybitnych muzyków podczas Festival de Pâques 2026 w Aix-en-Provence. Renaud Capuçon gra z dwojgiem bliskich partnerów muzycznych — Marthą Argerich i Lahavem Shanim — oraz muzykami Münchner Philharmoniker. W programie Mozart, Debussy i Schumann: muzyka kameralna najwyższej próby, od sonat po Schumannowski Kwintet fortepianowy Es-dur op. 44 i rzadko wykonywane „Andante i Wariacje” na dwa fortepiany, dwie wiolonczele i róg.

Nagranie dostępne w serwisie STAGE+.


Dodaj komentarz